Zielony grudzień na paznokciach, czyli małe rytuały, które naprawdę cieszą

 

Zawsze myślałam, że świąteczny klimat przychodzi z zewnątrz. Z lampkami na ulicach, zapachem mandarynek, dźwiękiem talerzy w kuchni. A potem odkryłam, że czasem zaczyna się dużo bliżej. Na przykład… na paznokciach.

Grudzień ma w sobie coś specyficznego. Z jednej strony chaos, listy rzeczy do zrobienia, zmęczenie. Z drugiej — dziwna potrzeba zwolnienia, otulenia się czymś znajomym. I właśnie wtedy coraz częściej sięgam po zieleń. Nie czerwień, nie złoto. Zieleń, która kojarzy mi się z choinką z dzieciństwa i spokojem, który pojawia się dopiero późnym wieczorem.

Zielone paznokcie świąteczne długo wydawały mi się „ryzykowne”. Bałam się, że będą zbyt dosłowne albo przesadzone. Tymczasem okazało się, że wszystko zależy od tonu i detalu. Ciemna butelkowa zieleń potrafi być elegancka jak mała czarna. Jaśniejsze odcienie z drobnym połyskiem dodają lekkości. A minimalistyczny wzór potrafi zrobić większe wrażenie niż najbardziej skomplikowane zdobienia.

W zeszłym roku, szukając pomysłu na coś innego niż zwykle, trafiłam na inspiracje z paznokcie świąteczne zielone. Nie był to impuls do zmiany stylu, raczej spokojna podpowiedź, że zieleń może wyglądać bardzo różnie — subtelnie, nowocześnie, czasem wręcz zaskakująco.

Zauważyłam też coś jeszcze. Świąteczny manicure działa jak mały osobisty rytuał. Nie jest dla gości przy stole ani do zdjęć. Jest dla mnie. Dla momentu, gdy trzymam kubek z herbatą albo pakuję prezenty późnym wieczorem. To detal, ale daje poczucie, że święta są „u mnie”, a nie tylko w kalendarzu.

Dziś nie szukam idealnych wzorów ani trendów. Szukam nastroju. Jeśli zieleń go oddaje — zostaje. Czasem właśnie takie drobne decyzje sprawiają, że grudzień staje się trochę spokojniejszy i bardziej mój.

Коментарі